ticks and tones
may break my 'phones...



And to think we sold our game console and Printer to some kid for five bucks just before we left Brooklyn ... Hopefully he was Polish, anyway.



Bleepy beepy music



mystery and misery


some opinions from internet

    



TETINE vs MIKROKILLA (Plymouth 2007, UK)




 
 

5 luty - mikro orchestra - Katowice, Elektro

Znów Elektro, tym razem już dużo lepsza publiczność, również dużo mniej liczna. Przed "gwiazdą" dwa supporty - Diakoff, który mi się nie podobał (brzmiał jak kalka Smolika) oraz C.H. District, który mi się podobał (mocne beaty, abstrakcyjne tła, świetne brzmienie, światowy poziom). Na koniec boyzz (i girlzz) zasiedli za stołem na scenie i zagrali naprawdę wyśmienicie! Od techno po noise, konkretnie, mocno. Przeważały zdecydowane beaty, ale było kilka bardziej abstrakcyjnych momentów. Kolejne chwytliwe motywy wyłaniały się naturalnie z chaosu. Rewelacyjne, ośmiobitowe brzmienie!

   
(...) mikro orchestra by KUNSTBANDE SLA (PL)
To tell the truth, this is one of those cases where the music-making process was more interesting than what we could actually hear. Everyone who said that a set of game consoles couldn’t produce listenable and relatively ‘intelligent’ music must have kept their mouths shut after this performance. Six people sitting in comfortable sofas in an almost-circle formation, each of them with a game console in hand, plus one guy doing the manipulation at a mixing desk is all you need for wicked retro dancefloor tracks based on the repetition of basic, if a bit too synthetic (obviously) sounds put together. Watching those young people with their little toys, you got the rhythms, you got the massive noises and you got the visual entertainment too. "Lowtech music for hightech people," they say. Well, what we say is "Amen to good fun!" (...)

   


(...) mikro orchestra [ 06.10.2003 @ 10:06 ]
Sala kinowa w Zachęcie to biały prostopadłościan wielkości połowy szkolnej sali gimnastycznej. Tuż przed 21:00 sala wypełniła się po brzegi młodymi ludźmi. Chwilę później ekipa mikro orchestra zasiadła na scenie. Naroiło się od szeptów, cichych chichów i wątpliwości. Sześć osób z grami Nintendo w dłoniach stwarzało wrażenie niepokojącego fiaska i śmieszności, dopóki... muzyka nie rozbrzmiała!

Zgasło światło i rozpoczęła się bardzo głośna jazda na 4/4. Przestrzeń zaczęła powoli wypełniać się gestniejącą pulsacją. Ekran rozmigotał się skrajnie zdegradowaną grafiką bedącą czarnobiałym kolażem kwadratowej wielkopikselozy.

Orkiestra zagrała dwa czterdziestominutowe utwory. Oba były bardzo inwazyjne, oba można określić mianem dark minimal noise. Oba wbiły się w deszczowe sobotnie umysły słuchaczy jak młot pneumatyczny. Barwa dźwięków była raczej prymityna, jednak ciągła oscylacja, wielogłosowość, różnorodność dynamiki i wykorzystanie całego pasma ludzkiej słyszalności przenosiło tą muzykę w sferę solidnej, konkretnej estetyki muzyki klubowej. Szczerze mówiąc takiej energii w beacie dawno już nie słyszałem. Bezkompromisowe brzmienie - elektryka, elektronika, ostre, kanciaste wibracje, pulsacje, kanty, krawędzie, wyraźne granice, konkretne, proste kształty dźwiękowych plam w nieustającej fluktuacji.

Myślę, że wszyscy spodziewali się jakiejś bliżej nieokreślonej chaotycznej organicznej piskliwej tandety, nad którą zachwyt miał się zaczynać i kończyć na samej konsoli do gier. Dostaliśmy jednak wypasioną porcję ciężkiej solidnej sztuki na elektronicznym talerzu. Najwyższej klasy reset mózgu. Reszta wieczoru była już kolorowa.

mikro orchestra - Galeria Zachęta - Warszawa 4.10.2003 (...)

   



Michal Kluska vs Jan Jelinek
:O)

 
 

Pomysł jest niezły, a poza tym chyba nic więcej. Warts ma rację, gdyby nie świadomość, że utwory są wykonywane na konsolach do gier, nie cieszyły by się takim zainteresowaniem (a przecież sam fakt wyboru instrumentu nie jest aktem artystycznym). Wystarczy sobie wyobrazić, te same numery pod jakąś inną ksywą, a w opisie atrysty przeczytać, że robił tę muzykę np. na Fruity Loops - HA! jestem pewien, że komentarze byłyby diametralnie inne: "co za szajs... masz a robisz muzę jak na jakieś prymitywnej konsoli!". Ściągnąłęm wszystkie kawałki i przesłuchałem - dużo w tym prestidigitatorstwa, a może i nawet hochsztaplerstwa. I za to właśnie ściskam dłonie: za umiejętne zmanipulowanie wrażliwością "przeciętnego odbiorcy". Pozdrawiam.



index